Pylistymi ścieżkami Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego

Sierpniowe szlaki Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego są suche, pyliste i … malownicze. Po nich właśnie wędrowało dwunastu młodych śmiałków pragnących poznać uroki swojej ziemi.

Rok 2018 zostanie zapamiętany w Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym jako ten, w którym ów największy z wszystkich 17 lubelskich parków krajobrazowych wzbogacił się o nową ścieżkę edukacyjno-spacerową. O genezie jej powstania oraz przebiegu pisaliśmy już na naszej stronie. Podobnie jednak jak „wiara bez uczynków”, tak i ścieżka bez wędrowców „martwą jest sama w sobie”. Aby nie pozwolić „umrzeć” dopiero co „narodzonej” ścieżce edukacyjno-spacerowej „Skierbieszów-Dulnik-Zawoda-Broczówka” pracownicy i stażyści Zespołu Lubelskich Parków Krajobrazowych oraz pracownica Ogrodu Botanicznego UMCS i członkini Fundacji św. Kiliana (http://www.fundacja-kilian.pl/) w jednej osobie, zorganizowali spacer poznawczy przeznaczony dla młodych mieszkańców gminy Skierbieszów. Dodać trzeba, że swój udział miała także parafia p.w. Wniebowzięcia NMP w Skierbieszowie, to bowiem z kościelnej ambony popłynęła (po niedzielnych Mszach Świętych) zachęta do udziału w wycieczce. W odpowiedzi na nie w słoneczne przedpołudnie 29 sierpnia na rynku w Skierbieszowie stawiło się 12 młodych śmiałków wraz z rodzicami. Tutaj przywitali ich: dr Anna Cwener z Ogrodu Botanicznego UMCS i Fundacji św. Kiliana, Krzysztof Wojciechowski – pracownik Biura ZLPK oraz Paulina Swaczyna, w owym czasie stażystka w Biurze ZLPK.

Odprawiwszy rodziców do domu rozpoczęliśmy naszą wycieczkę zaczynając – a jakże – od pierwszej tablicy znajdującej się na ścieżce. Na tym etapie nawet zapowiedź ponad 7-kilometrowego marszu nie zniechęciła żadnego z uczestników. Ruszyliśmy zatem przez środek tego dawnego miasta biskupiego, którym był Skierbieszów do początku XIX wieku, ku ulicy Nadrzecznej. Ta bowiem kierowała nas w stronę … nieistniejącej wsi. Dulnik – bo tak brzmi jej nazwa, nie zniknęła – Bogu dzięki – w wyniku jakichś historycznych kataklizmów. W jej „unicestwieniu” nie brały udziału także czynniki przyrodnicze. Pokonała ją … administracja, Dulnik został bowiem włączony do Skierbieszowa. Domostwa wsi stoją jednak spokojnie nadal, ludzie w nich żyją i pamiętają jak wieś nazywała się jeszcze niedawno. Idąc do Dulnika pilnie obserwujemy rozciągającą się na północ od drogi dolinę rzeki Wolicy – głównej arterii wodnej Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego. Dolina nie zawodzi nas. Na wysokiej, uschłej topoli czatuje myszołów, którego z pomocą lornetki możemy sobie dokładnie pooglądać. Powoli zbliżamy się do „śladu”, który zostawiła nam Wielka Wojna sprzed ponad 100 lat. Cmentarz na Dulniku kryje w cieniu wielkich dębów 400 żołnierzy armii rosyjskiej i austro-węgierskiej poległych tu w 1915 roku. Wraz z młodymi uczestnikami wycieczki odnajdujemy kilka żeliwnych tablic, z których możemy odczytać ich nazwiska. Przy okazji czynimy też pierwsze kroki w praktycznej ochronie przyrody. Obmierzamy dwa najgrubsze dęby rosnące na cmentarzu. Mniejszy z nich ma w pierśnicy obwód 254 cm, zaś grubszy aż 340 cm. Solennie obiecujemy sobie, że doprowadzimy do tego by zawisła na nim zielona tabliczka z godłem państwowym i napisem „Pomnik Przyrody”.

Idąc dalej schodzimy w dół, do doliny Wolicy. Tutaj, przy stawach na Dulniku czeka nas kolejna tablica i kolejne przygody. Z furkotem odlatuje błękitny zimorodek wprawiając tym w zachwyt tych wszystkich, którzy … zdążyli go zauważyć. Lubujemy się widokiem stawu i wodnej roślinności, o której tak ciekawie opowiada dr Cwener. Przed nami jednak sama rzeka Wolica, która w tym odcinku nie jest ani zbyt wielka, ani naturalna jednak czeka nas nad nią kolejna niespodzianka. Zimorodek – jak na zamówienie – wylatuje spod mostu i pewnie usiadłby gdzieś na widoku gdyby nie okrzyki radości zachwyconej dziatwy. Ucieka, ale tym razem zobaczyli go wszyscy. A wrażenia utrwalamy dokładnym oglądnięciem rysunku ptaka w atlasie.

Przekraczając Wolicę i żegnając się z obserwującym nas z przewodu energetycznego młodym dzwońcem udajemy się za wodę, a ściślej „na Zawodę”, tak bowiem nazywa się wioska położona na północnym brzegu doliny Wolicy. Idąc wzdłuż niej jesteśmy jakby na granicy dwóch światów. Na prawo od nas roztacza się soczysta zielenią, wilgotna dolina Wolicy, na lewo zaś unoszą się falistym skłonem suche, pyliste, niedawno zaorane zagony. Jest już po żniwach – „chleb” zebrany i podorywka, zwana u nas „podkładką” zrobiona.

Dochodzimy do punktu, w którym ścieżka porzuca wygodny asfalt, po którym do tej pory szliśmy i kieruje się ostro na północ „drogą pylistą, drogą polną”. Zagłębiamy się w pofałdowany, rolniczy krajobraz Działów Grabowieckich. Miedze tu wysokie, na nich „polne grusze siedzą”, a pylista droga kusi, oj jak kusi… Jest jednak w życiu pewien rodzaj pokus, którym warto ulegać, i ulegamy jej. Uczymy naszych małych wędrowców na czym polega robienie „ciuchci”. A jest to nic innego jak „ciągnięcie” nogami po pylistej drodze w wyniku czego za „lokomotywą” powstaje chmura „dymu”. Oj jakże podoba się wycieczkowiczom ta nowa zabawa. Z daleka wyglądamy zapewne nie jak wycieczka ale jak jakieś stado pędzących bizonów. Wszystko jednak z czasem może się znudzić i znużyć. Tak jest i z „ciuchcią”. Wydaje się, że nic już ciekawego nie może nas czekać na tej pylistej, spieczonej słońcem drodze. Jednak… co to? „Pośród śnieżnej zamieci do wsi zbrojny mąż leci” – pisał prze laty (wielu) Wieszcz Adam. I u nas niemal tak samo, poza tym, że nie pośród śnieżnej zamieci, a pośród tumanu kurzu, nie do wsi, a od wsi, i nie mąż, a proboszcz skierbieszowskiej parafii, ks. Janusz Dudzicz, na swym dzielnym rumaku. Pojawienie się księdza dobrodzieja ożywia wędrowców i pokrzepieni duchowo ruszamy dalej ścieżką w dół, w stronę zbocza zarośniętego gęstym lasem. I jak tu wytłumaczyć dzieciom, że jest to … rezerwat stepowy?? Po drodze jednak spotykamy bardzo ciekawego gryzonia. Jest nim chomik – pracowity zbieracz ziarna na naszych polach. Pewnie podziwialibyśmy tego trójkolorowego gryzonia długo gdyby nie to, że … był martwy i kompletnie płaski. Ruszamy zatem dalej w stronę czegoś bardziej żywego i wilgotnego. Na skraju zbiornika w Broczówce rozpoczyna się inny świat – zielony, soczysty i pachnący. Jego poznawanie rozpoczynamy od … zbierania pałek rosnących na brzegu zbiornika. Przy okazji obserwujemy pływające po nim kaczki i ślady bytowania największego z naszych gryzoni – bobra. W niewielkiej wioseczce Broczówka czeka nas jednak jakże miłe spotkanie. Oto bowiem redaktor Asia Mazurek z Katolickiego Radio Zamość (na marginesie, na falach którego już prezentowaliśmy naszą ścieżkę) czeka na nas wraz z mamą i dwiema ogromnymi siatkami wybornych śliwek. Tak pokrzepienie, tym razem nie tylko duchowo, ruszamy na ostatni odcinek ścieżki, a jako, że znów zaczyna się droga polna, jest to ostatnia szansa na poćwiczenie ulubionej „ciuchci”. Efekt jest taki, że wszyscy „maszyniście” koleżeńsko … wysypują proch i kurz z butów, na progu remizy strażackiej na Zawodzie.

I oto znów most na Wolicy i znów Skierbieszów, który zwiedzamy tym razem od strony południowej. I tuż za kościołem udajemy się na najstarszą jego części – średniowieczne grodzisko w dolinie Wolicy. Tam czeka już na nas rozpalone ognisko i chłodne jeszcze kiełbaski. Wkrótce jednak skwierczą na ogniu obok chlebka i … śliwek, bo i te próbowaliśmy upiec. Ostatnim akcentem wycieczki były nagrody i pamiątki. Każdy z jej uczestników otrzymał nowiutką, jeszcze pachnącą drukiem mapkę Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego oraz przypinkę z nowiutkim, a w każdym razie tegorocznym, logiem naszego parku. Na koniec zrobiliśmy sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie do rodzinnych albumów i solennie zapewniliśmy, że nie była to ostatnia nasza wędrówka.

Przed wielu laty staraniem gminy Skierbieszów został zrobione całkiem zgrabne breloczki do kluczy ze słynnym wierszykiem Stanisława Jachowicza „Cudze chwalcie, swego nie znacie/ sami nie wiecie, co posiadacie”. Z całą pewnością nie można tego powiedzieć o uczestnikach sierpniowej wycieczki. Ten wcale nie długi spacer pokazał im piękno najbliższej okolicy i jej wartość. I dołożymy wszelkich starań aby takich właśnie świadomych mieszkańców Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego było jak najwięcej.

Tekst: Krzysztof Wojciechowski, Biuro ZLPK

Fotografie: Paulina Swaczyna