Święta Terenia z … Łazisk

  • 03-10-2018

Przejeżdżając przez położoną w południowo-wschodnim zakątku Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego wieś Łaziska mijamy niewielką świątynię, której prosta, wręcz toporna bryła przywodzi na myśl posoborowe, bezstylowe budowle. Nie podejrzewamy nawet, że kościółek ten ma już ponad 80 lat i kryje w sobie prawdziwy skarb, dla ludzi wierzących.

Cofnijmy się jednak do zamierzchłej przeszłości. Pierwsza wzmianka o położonej w malowniczej dolinie rzeczki Marianki wsi Łaziska pochodzi z końca XIV wieku. W 1394 rok jest po raz pierwszy wzmiankowana jako jedna z 25 wsi włączonych do nowoutworzonej parafii łacińskiej w Grabowcu. Parafie tę założył książę mazowiecki Siemowit IV, który otrzymał w 1388 roku Księstwo Bełskie od królowej Jadwigi jako lenno. Łaziska zaś były najbardziej na północy zachód wysuniętą wsią należącą do tego Księstwa (dziś Bełz znajduje się na Ukrainie). Mimo jednak tego, że wieś przyłączono do parafii łacińskiej nie oznaczało to automatycznie, że zamieszkiwali tutaj wyłącznie, czy choćby głównie rzymscy katolicy. Wręcz odwrotnie – Łaziska były wsią zamieszkiwaną w przewadze przez prawosławnych Rusinów. Dowodem na to jest fakt, że cerkiew prawosławna wzmiankowana jest we wsi już w roku 1564 – jeszcze przed Unią Brzeską. Zaś pierwszą świątynią rzymskokatolicką był wspominany na początku kościółek wybudowany 370 lat później (!).

Jego budowa związana jest z rodziną Świdzińskich, którzy kupili majątek Łaziska od Skawińskich. Dokonał tego w 1888 r. Roman Świdziński płacą za majątek kwotę 80 tys. rubli. Świdzińscy to ród pochodzący ze Świdna nad Pilicą w Ziemi Rawskiej. Postać Romana Świdzińskiego zasługuje na obszerniejsze opisanie dzięki zasługom jakie położył dla rozwoju wsi i regionu, jednak nie ma na to teraz miejsca. Przejdźmy zatem do osoby jego syna Antoniego, który wraz z pozostałym rodzeństwem odziedziczył dobra Łaziska po zmarłym w 1920 roku Romanie. Ożenił się on z Marią Danutą z Glogierów herbu Pracowoc, córką Macieja Glogiera pochodzącego z Radomia prawnika, społecznika i samorządowca, który w latach 1922-25 pełnił funkcję senatora RP. Był on człowiekiem niezwykle pobożnym i zaangażowanym w życie religijne, czego najlepszym dowodem jest fakt tego, iż papież Pius XI odznaczył go Orderem Świętego Grzegorza Wielkiego. Pobożność ojca z pewnością przeszła także na córkę Marię. Młoda dziedziczka była animatorką życia religijnego w Łaziskach i wielką propagatorką kultu kanonizowanej w 1925 roku francuskiej karmelitanki Teresy z Lisieux, za której wstawiennictwem modliła się o uleczenie swojej córki Heleny chorującej na astmę. Świdzińscy już w 1926 roku planowali budowę niewielkiej świątyni katolickiej w Łaziskach dla wiernych tego obrządku. Plany te były pokłosiem pobożności dziedziców jak również wpisywały się w trend umacniania polskości i wiary katolickiej na mieszanych religijnie i narodowościowo terenach wschodniej Lubelszczyzny. Pani dziedziczka nie kryła również niechęci do prawosławia, które w prowadzonej przez siebie kronice nazywała „schizmatycką i nie dająca zbawienia” wiarą. Prace nad budową kaplicy nabrały tempa po 1932 roku, kiedy to u Świdzińskich zatrzymał się na nocleg ks. protonotariusz apostolski Alfred Marian Wróblewski z Rzymu. Zachwycony pobożnością i atmosferą domu Świdzińskich postanowił wracać tu częściej i wspierał starania o budowę nowej świątyni. Kaplica stanęła w 1934 roku i była wspólną ofiarą wielu zacnych ludzi. Głównymi jej fundatorami byli oczywiście dziedzice Świdzińscy, jednak budowę ścian ufundował senator Maciej Glogier, jego syn Zygmunt ufundował fisharmonię. Wspomniany infułat Wróblewski przywiózł z Rzymu figury śww. Piotra i Pawła, stacje Drogi Krzyżowej, obrazy św. Józefa i św. Antoniego i co najważniejsze – alabastrową figurę św. Teresy od Dzieciątka Jezus, którą miejscowi wierni bardzo szybko ochrzcili „świętą Terenią”. Uroczystego poświecenia kaplicy dokonał z upoważnienia bpa lubelskiego Mariana Fulmana ksiądz infułat Alfred Wróblewski w dniu 19 sierpnia 1934 roku. Na uroczystości obecni byli księża z okolicznych parafii a także z Bochotnicy i Końskowoli oraz rzesze wiernych. Procesyjnie wniesiono do świątyni relikwie św. Teresy, a na zakończenie Mszy Świętej odmówiono akt oddania się Bogu.

Od czasu kiedy św. Tereska zamieszkała w pięknym krajobrazie Działów Grabowieckich pobożność miejscowego ludu wzrosła jeszcze bardziej i co więcej – zaczęły dziać się cuda. I to w sensie dosłownym. Lud garnął do Świętej tak, że już rok po poświeceniu kościółka wizytujący go bp Marian Fulman zapisał, że w Łaziskach „mieszka przeogromna wiara, panuje tu niepodzielnie, wibruje w atmosferze, ogarnia i bierze w posiadania wszystko”. Zaś rok później, w Wielkanoc 1936 roku, posługę duszpasterską w świątyni pełnił ks. Prof. Antoni Słomkowski, późniejszy heroiczny rektor KUL z okresu najcięższego stalinowskiego zniewolenia Polski, który stwierdził, że w tym miejscu św. Teresa spuszcza z nieba deszcz róż. Na lud wierny modlący się o stóp św. Tereni spływały obficie przez jej wstawiennictwo Boże łaski. I działy się cuda, które dziedziczka Maria skrzętnie notowała w kronice. O wielu z nich zaświadczył także infułat Wróblewski. Przede wszystkim uzdrowiona została z astmy córka dziedziców – Helena. W dniu 8 lipca 1935 roku mieszkaniec wsi Korniłówka Paweł Adamczuk doznał łaski uzdrowienia z wrzodów w pachwinie. Mieszkanka wsi Szorcówka, p. Wiekowa została uzdrowiona z krwotoku z ust i nosa, Leopold Jezierski w 1937 roku doznał łaski natychmiastowego ustąpienia zapalenia płuc. Rok później odnotowano cudowne uzdrowienie Stefanii Kruk. Prócz tego zdarzył się przypadek będący dowodem na to, że „Pan Bóg nie ma względu na osoby” bowiem cudownego uzdrowienia niegojącej się rany, którą nosił jeszcze od czasów wojny japońskiej doznał Aleksander Seniuk, wyznania prawosławnego. Wiara ta i cuda skłoniły dziedziców do starania się o powołanie w Łaziskach parafii rzymskokatolickiej. Jednak nadszedł okrutny wrzesień 1939 roku, który odsunął na dalszy plan wszystko co nie tyczyło się walki o wolność Ojczyzny…

Druga wojna światowa przeorała lokalną społeczność Łazisk. Większość prawosławnych mieszkańców Łazisk wyjechała w ramach tzw. „dobrowolnej” wymiany ludności na radziecką już wówczas Ukrainę. Dziś ich potomkowie mieszkają m.in. na Wołyniu. Na ich miejsce przyjechali Polacy „zza Buga”, m.in. … z Wołynia. Pozostali w Łaziskach prawosławni „przechrzcili się” na rzymski katolicyzm, jako, że od 1947 roku cerkiew prawosławna została przejęta na kościół, i nie było żadnej czynnej cerkwi w promieniu kilku dziesiątków kilometrów. Propagatorzy polskości i kultu św. Tereski – dziedzice Świdzińscy dekretem o reformie rolnej zostali pozbawieni swego niemałego majątku i wyjechali do Radomia. Można powiedzieć, że duch żywej wiary, o którym pisali duchowni w okresie międzywojennym, zupełnie upadł. A i sama św. Tereska, choć wspominana przez wiernych, znalazła się teraz w pewnej izolacji, bowiem jej alabastrowa figura pozostała w kaplicy jej mienia, tyle, że teraz zmieniono funkcję owej kaplicy na … cmentarną. Stało się to w związku z założeniem nieopodal nowego cmentarza katolickiego (do tej pory rzymscy katolicy z Łazisk grzebani byli na cmentarzu w Skierbieszowie). Stąd też parafianie zaglądali do św. Tereni głównie przy tych smutnych bardzo okazjach, jakimi są pogrzeby.

W ostatnich latach jednak kult Małej Świętej jakby powracał, ponieważ wstawiennictwo świętych w każdych czasach jest potrzebne. Dzieje się to za sprawą dwóch ostatnich proboszczów parafii w Łaziskach: ks. Mirosława Prokopa i ks. Janusza Wyłupka – obecnego proboszcza, którzy zaczęli coraz częściej wykorzystywać „kaplicę cmentarną” do innych celów niż tylko pogrzebowe. Nie bez znaczenia był także fakt odkupienia od gminy dworu Świdzińskich w Łaziskach przez … wnuka fundatorów kaplicy, Pana Grzegorza Izbickiego z Radomia. W roku bieżącym rozpocznie się też remont kaplicy.

Warto udać się do Łazisk i to nie tylko 1 października, kiedy przypada wspomnienie liturgiczne św. Tereni, ale także o innej porze roku. Co prawda nie ma pewności, że turysta zastanie kaplicę otwartą, zwłaszcza teraz, kiedy będzie odbywał się jej remont i zwłaszcza z uwagi na fakt, że niebezpiecznie jest zostawiać otwartą świątynię położoną w pewnym oddaleniu od zabudowań wsi. Nie mniej jednak warto zobaczyć ją choć z zewnątrz i mieć tę świadomość, że kryje w środku łaskami słynącą alabastrową figurę św. Tereski. A dla niej, jak i dla ludzi o żywej wierze, mury nie stanowią przecież przeszkody. Może doświadczycie na sobie owego „deszczu róż” od Małej Świętej…

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Wojciechowski, Biuro ZLPK