Jesienna wyprawa do Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego

W malowniczych okolicznościach przyrody jesiennych Działów Grabowieckich odbył się rajd terenowy po Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym.

 

Ponad 20 jego uczestników, sympatyków i uczestników facebookowej grupy Turystyczne Lubelskie zebrało się pięknego, jesiennego, sobotniego przedpołudnia 12 października br. w otulinie Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego koło Krasnej Chaty. Stamtąd ruszyliśmy w całodniową samochodowo-pieszą wędrówkę po największym z lubelskich parków krajobrazowych. Pogoda wyjątkowo sprzyjała tego rodzaju aktywności. Jesień na dobre opanowała już garbate Działy Grabowieckie, słoneczko dogrzewało w większości gołe już o tej porze pola. Zaorane i obsiane zagony pławiły się w promieniach tego nadzwyczaj obfitego jak na tą porę roku słońca. Lekki wiaterek przepędził poranne zachmurzenia pozwalając nam lubować się niemal nieskazitelnym błękitem nieba. Jedynie nasze działowe buczyny nie chciały jeszcze poddać się atmosferze jesieni. Zazdrośnie strzegły swych liści, pozwalając by ledwie, ledwie zabarwiły się na żółto i pomarańczowo. A przecież wszyscy z niecierpliwością oczekiwali tej płonącej, strażackiej czerwieni skierbieszowskich buczyn, która czynie je piękniejszymi niż bieszczadzkie. No cóż, wszystko co piękne wymaga czasu i cierpliwości. Do pełnej krasy brakło parkowym buczynom jeszcze około tygodnia.

Niezrażeni tym jednak ruszyliśmy na zwiedzanie Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego, bo dzień już stał się coraz krótszy a i atrakcji przed nami moc.

 

„Czystość stylu architektonicznego powinna być niezaprzeczona”

 

Rozpoczęliśmy bardzo pobożnie. Udaliśmy się do świątyni, której bryła jest tak oryginalna, że chyba drugiej takiej ani nawet podobnej nie znajdzie ani w naszym województwie ani może nawet w całej Polsce. Dotarliśmy do Orłowa Murowanego. Tam właśnie na wzgórzu nad doliną Wolicy wznosi się biały jak działowe skały kredowe kościół pw. św. Kajetana zbudowany na mocy testamentu Kajetana hrabiego Kickiego, ziemianina, filantropa, właściciela dóbr Orłów Murowany, Sobieszyn, Rzyczki i wielu innych. To on właśnie zapisał w swoim słynnym już testamencie: „niezwłocznie wzniesiony być ma w Orłowie Murowanym Kościół Rzymsko-Katolicki murowany, takich rozmiarów aby domniemanej potrzebie pomieszczenia wszystkich na Nabożeństwo przybyć mogących, z uwzględnieniem nawet przyszłości zadość uczynione było.” I dodał: „Czystość stylu architektonicznego powinna być niezaprzeczona, a przytem wzniosłość jako Domu Bożego, na wrażenie zewnętrzne do wstępującego nieomylnie oddziałowująca.” Na ile Czesławowi Przybylskiemu, późniejszemu słynnemu profesorowi architektury, który zaprojektował ów kościół udało się uchwycić zamysł Wielkiego Filantropa mogliśmy przekonać się sami oglądając świątynię z zewnątrz i od wewnątrz. Jedno mogę napisać z całym przekonaniem: na wszystkich bez wyjątku zrobiła ona duże wrażenie.

Z orłowskiego wzgórza udaliśmy się na … Dworzec Główny w Kryniczkach – maleńkiej wioseczce otoczonej z trzech strona wzniesieniami Działów Grabowieckich i okrywającym je lasem. Dziś posiadanie domku w tak położonej wsi jest marzeniem niejednego mieszczucha – w latach 40. minionego wieku było przyczyną tragedii. Wioskę odwiedzali bowiem – co zrozumiałe – partyzanci różnych formacji, zbiegli jeńcy radzieccy czy ukrywający się przed Niemcami Żydzi. Dnia 20 maja 1942 roku niemieccy okupanci zabili w Kryniczkach 15 osób w ramach akcji represyjnej. Wielki kopiec z tablicą w kształcie krzyża upamiętnia to wydarzenie. A tuż obok znajduje się szczególnie ciekawy obiekt przyrodniczy – zespół źródeł, który jest chroniony w formie pomnika przyrody. Pokrzepienie i ochłodzeni kryniczanką ze źródeł w Kryniczkach udaliśmy się z powrotem – znów przejeżdżając koło Dworca Głównego – do Orłowa Murowanego.

 

„doprowadzony z pomocą ukształconego znawcy (…) do zupełnej pod wszem względem doskonałości”

 

W Orłowie Murowanym udaliśmy się do miejsca, w którym hrabia Kicki żył, rozmyślał i wdrażał w swoim gospodarstwie wszystkie swoje nowatorskie idee i pomysły, czyli do pałacu. W swoim Testamencie pisał o nim tak: „Wszystko co w obrębach całej majętności niedokończone, lub niezupełnie dokonane ujrzanem zostanie, powinno być dokładnie uzupełnione. Pomiędzy innemi zatem tak zwany Pałac czyli Dwór w Orłowie Murowanym, wykończony i doprowadzony z pomocą ukształconego znawcy, do stanu, w jakim pierwotnym pomysłem miał się odznaczać, to jest zbliżać się możliwie do zupełnej pod wszem względem doskonałości.” Ten piękny obiekt zaprojektowany przez Henryka Marconiego, choć nie wykończony po myśli hrabiego, i tak przedstawiał się imponująco, z tarasem podpartym kolumnami od północy, z piękną ekspozycją na dolinę Wolicy od południa, z dwiema sąsiadującymi z nim oficynami i parkiem pełnym starych drzew, który go otacza. Dziś niestety wiele z tego blasku przygasło. Pałac znajduje się w rękach prywatnych i od lat nie jest remontowany. Park powoli dziczeje, jedna z oficyn niszczeje. Szkoda, że taki los spotyka budynek, który Wielki Marzyciel przeznaczył na pożytek miejscowej ludności… A tymczasem hrabia chciał aby obie oficyny połączone były z pałacem przeszkloną oranżerią w której znajdowałyby się rośliny egzotyczne lubiące dużo słońca. I w ogóle cały pałac miał być przeznaczony dla ludności, sam hrabia bowiem mieszkał w jednej z oficyn.

W nietęgich humorach ruszamy w dolinę rzeki Wolicy. Tutaj w Majdanie Krynickim podziwiamy niesamowite źródełko z czystą, lazurową wręcz wodą. Dalej zaś ruszamy pieszo by zobaczyć fragment bukowej prapuszczy, która porastała Działy Grabowieckie w czasach, kiedy człowiek gospodarzył tu jeszcze „z pewną taką nieśmiałością”…

 

„Założenie tutaj choćby maleńkiego rezerwatu byłoby … bardzo pożądane.”

 

Północne stoki doliny rzeki Wolicy – głównej arterii wodnej Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego – są bardziej strome niż południowe. Z wierzchowin o wysokości sięgających prawie 300 m n.p.m. dosyć gwałtownie spadają ku dolinie, zwłaszcza na odcinku między Zabytowem a Orłowem Murowanym. Zbocza te poddawały się rzeźbiarskim procesom wód opadowych, w skutek działania których wytworzyły się tutaj wąwozy zwane przez miejscowych debrami. Nie trzeba być jasnowidzem by wiedzieć, że teren taki (duże spadki i głębokie debry) nie sprzyjał działalności rolniczej. Obszary te zatem pozostawiono we władanie lasu, który dawniej porastał całe Działy Grabowieckie. Głębokie na kilkanaście metrów debry utrudniały też, czy wręcz uniemożliwiały, pozyskiwanie drzew. Stąd też uchowały się tu olbrzymich rozmiarów buki, graby, jawory i inne drzewa w ponadprzeciętnej ilości, które już przed ponad 80-ciu laty wzbudzały zainteresowanie przyrodników. Prof. Tadeusz Sulma, pisał o nich w 1933 roku na łamach rocznika „Ochrona Przyrody” w artykule „Kresowe stanowiska buka na Lubelszczyźnie i ich ochrona” tak: „Na szczególną ochronę zasługuje stanowisko buka w Orłowie Murowanym, odległym 7 km na pn.-wsch. od Izbicy. Jest to wysepka złożona z około 20 pięknych okazów buka, rosnących w niewielkim lesie, który należy do majątku Towarzystwa Dobroczynności. Buk rośnie tutaj niemal wyłącznie w głębokich wilgotnych wąwozach, nazywanych w tych stronach ‘debrami’. Towarzyszami jego są: brzoza, sosna, grab, lipa drobnolistna i leszczyna. (…) Na potrzebę ochrony buka w Orłowie Murowanym zwrócił już uwagę Miklaszewski przy opracowaniu planu gospodarczego lasów tamtejszych majątków. Obecny administrator majątku, omawiając sprawę ochrony tego lasu, był skłonny zabezpieczyć rosnące w nim buki przed wycięciem. Założenie tutaj choćby maleńkiego rezerwatu byłoby ze względów naukowych bardzo pożądane.” Tam właśnie się udawaliśmy. A droga nie była łatwa. Najpierw równą drogą w dolinie Wolicy ale później trzeba było wejść w las i zmierzyć się z jedną z największych debr. Wymagało to niemało wysiłku, ale nagroda jaka nas czekała na końcu tej wspinaczki była tego warta. Znaleźliśmy się w otoczeniu olbrzymich buków, których liczące ponad 200 lat pnie wyglądały jak stalowe kolumny. Wydaje się, że nic nie jest w stanie ich powalić. Pomiędzy swymi mocarnymi kuzynami rosły mniejsze, ale zapewne niewiele młodsze graby: chropowate i „żylaste” jak spracowane chłopskie ręce. Byliśmy w prawdziwej bukowej puszczy – dawnym lesie hrabiego Kickiego. Najcenniejsze i najokazalsze okazy zostały objęte ochroną w formie pomników przyrody, ale może uda się tu kiedyś utworzyć niewielki choćby rezerwat przyrody.

Napełnienie energią, którą czerpaliśmy z drzewnych olbrzymów udaliśmy się w drogę powrotną do Orłowa Murowanego po drodze upajając się pięknymi widokami i letnim słońcem … tej jesieni. Po części przyrodniczej nadszedł czas na bardziej kulturową a nawet religijną część wyprawy. Ruszyliśmy się zatem w miejsce gdzie

 

„kaplica istniała od niepamiętnych czasów po cudzie ukazania się Świętego Łukasza”

 

czyli do Sanktuarium św. Łukasza w Surhowie. Sam Święty Patron lekarzy, introligatorów i … notariuszy objawił się w „niepamiętnych czasach” we wsi Łukaszówka w wodach źródełka, ale jako, że obecnie istnieją tam dwie kapliczki i rośnie olbrzymia topola, a sam obraz św. Łukasza i Matki Bożej przeniesiono do kościoła pw. Nawiedzenia NMP i św. Łukasza w Surhowie to i do tej świątyni się udaliśmy. Surhowski chram tak jak położoną opodal plebanię i jeszcze dalej stojący pałac wybudował Paweł Cieszkowski i jego żona Zofia z Kickich, siostra znanego już nam krabiego Kajetana „z za lasu” bowiem majątek Kickiego znajdował się na południe od Surhowa. Dzięki uprzejmości ks. proboszcza Edwarda Łatki mogliśmy zobaczyć słynny cudowny obraz św. Łukasza, który znajduje się obecnie w ołtarzu głównym kościoła. Warto przytoczyć jeszcze wpis bpa chełmskiego Walentego Franciszka Ważyka zawarty w aktach powizytacyjnych z 1763 roku. Pisze on w nich o kaplicy w Łukaszówce tak: „Jak wieść niesie, ta kaplica istniała od niepamiętnych czasów po cudzie ukazania się Świętego Łukasza. Chyląca się ku upadkowi była odbudowywana znów dzięki pobożności ludu, w której otrzymywał on wielkie łaski za wstawiennictwem tego Świętego. Świadczą o tym pozostawione kule chromych i inne dowody ludzi nękanych przez różne choroby. Świadectwem na to są również wota i zgromadzenia ludu w uroczystość tego Świętego”. My też zanosimy swe modlitwy przez wstawiennictwo Świętego Ewangelisty i ruszamy … niedaleko, w stronę pałacu w Surhowie. Piękny ten obiekt wybudowany w początku XIX wieku w stylu klasycystycznym pełni dziś funkcję Domu Pomocy Społecznej. Otoczony jest parkiem, który płynnie przechodzi w las, pełnym starych dębów, lip, topoli białych, klonów i innych drzew. Warto wspomnieć, że pałac kryje w sobie coś, czego niestety nie dane nam było oglądać – piękne polichromie Mikołaja Montiego. Możemy je oglądać tylko w Internecie.

Trzymając się tradycji naszego wycieczkowego „przekładańca” przed nami teraz atrakcje turystyczne. Powoli, jadąc dopuszczalną w terenie zabudowanym 50-tką mkniemy w stronę

 

Uroczyska Baraniec

 

Jest to zachodni fragment tzw. Lasu Bonieckiego, jednego z największych kompleksów leśnych Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego. Zatrzymując się na niewielkim śródleśnym parkingu możemy nawet nie podejrzewać co czeka na nas przysłowiowe „dwa kroki dalej”. A oto otwiera się przed nami głęboka chłodna debra (a nawet cały ich system) o głębokości kilku metrów, ze stromymi zboczami, zwalonymi drzewami osuwającymi się lessowymi urwiskami. Jest to jedne z najbardziej malowniczych systemów debr w całym Parku. Przemierzając je wychodzimy na nieco bardziej wyrównany teren, na którym stoi kapliczka postawiona w miejscu, w którym zdaniem miejscowych ks. Stefan Wyszyński odprawiał Msze Święte dla licznych w tych lasach partyzantów. Jest czas na chwilę odpoczynku i zadumy, a nawet na ugaszenie pragnienia w wypływającym niedaleko źródełku. No i oczywiście na zrobienie zdjęć, bo ładniejszej debry już na trasie naszej wycieczki nie znajdziemy.

Tymczasem zmierzamy do kresu wyprawy, do centralnej miejscowości Parku, od której bierze też on swoją nazwę, do dawnego miasta biskupiego

 

Skierbieszowa

 

Tu czekają już na nas szeroko otwarte drzwi parafialnego kościoła pw. Wniebowzięcia NMP, wybudowanego w XVII wieku. W chłodnym jego wnętrzu uczestnicy wycieczki usłyszeli o … dzieciństwie Ignacego Mościckiego, późniejszego prezydenta II RP, który w Skierbieszowie mieszkał w swoich bardzo młodych latach; o tragicznej historii tej ziemi i terrorze jaki ją spotkał z rąk niemieckiego okupanta (Skierbieszów był jedną z pierwszych wsi wysiedlonych podczas realizacji niemieckiego Generalnego Planu Wschodniego); o „dobrej Pani” – właścicielce Skierbieszowa i pisarce Marii Niklewiczowej i o innych ciekawostkach dotyczących tej miejscowości.

Po zwiedzaniu kościoła ruszyliśmy zdobywać zamczysko. Idąc po niskiej, rozmiękłej nieco grobli mieliśmy okazję poczuć się ja ci, którzy chcieli zająć skierbieszowski zamek stojący pośród rozlewisk Wolicy. Warownia taka została tu wzniesiona najprawdopodobniej w XIV wieku i przetrwała jak się uważa do czasów potopu szwedzkiego. Dziś jednak nie ma po niej śladu. Na jej miejscu na szczęście nie czekali nas zbrojni wojowie a … przygotowane do pieczenia kiełbasek ognisko, z którego rzecz jasna skwapliwie skorzystaliśmy. Zasłużony posiłek i odpoczynek po nim sprawił, że dalsza część wyprawy została … przełożona na wiosnę. Bo wszak św. Terenia z Łazisk do tego czasu z tychże Łazisk na pewno się nie wyniesie, stryjowskie debry też nie znikną, a poza tym - jakby to zapewne powiedział dziadek z „Konopielki”  - „a czy to w wycieczce o prędzej idzie?”. Oczywiście nie idzie, a idzie o to aby rozkoszować się tymi miejscami, które odwiedzamy, smakować je aby jak najdłużej pozostały nam w pamięci. Zwłaszcza, że wielu uczestników często ze zdziwieniem przyznawało, że nie spodziewali się zobaczyć takich krajobrazów tak blisko od Lublina. Jako przewodnik prowadzący grupę mam nadzieję graniczącą z pewnością, że jeszcze tutaj wrócą, zwłaszcza, że każdy z uczestników wyprawy otrzymał nowy przewodnik po Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym.

 

I jeszcze jedno na koniec. Wielkie podziękowania należą się zacnym ludziom, miejscowym, dzięki uprzejmości których mogliśmy tak sprawnie tę wycieczkę odbyć i obficie ją napełnić treściami. Dziękujemy zatem księżom dobrodziejom, dzięki którym mogliśmy podziwiać unikalne wnętrza świątyń, a zatem: ks. Edwardowi Łatce, proboszczowi parafii pw. Nawiedzenia NMP i św. Łukasza w Surhowie, ks. Stanisławowi Wójtowiczowi, proboszczowi parafii pw. św. Kajetana w Orłowie Murowanym i ks. Januszowi Dudziczowi, proboszczowi parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Skierbieszowie. Dzięki uprzejmości ks. Janusza mieliśmy też na czym upiec kiełbaski (i co tam kto miał), bo korzystaliśmy z profesjonalnych „kijów”. Szczególne podziękowania należą się gospodarzowi gminy Skierbieszów, Panu Wójtowi Stanisławowi Sokalowi, dzięki któremu nie tylko mieliśmy gotowe suche drewno na ognisko, ale i też każdy z uczestników wycieczki wyjechał zaopatrzony w dodatkową porcję materiałów informacyjnych o gminie Skierbieszów. Wyrazy wdzięczności kierujemy do Pani Ewy Dziama-Kloc, pracownicy Urzędu Gminy Skierbieszów, która pomogła nam w zorganizowaniu „część skierbieszowskiej” wycieczki.

I wreszcie już najszczególniejsze podziękowania należą się Asi Laskowskiej, organizatorce wyprawy i administratorce grupy Turystyczne Lubelskie na FB, bez której wycieczka ta nie doszłaby do skutku. Mamy nadzieję, że nie ostatnia to nasza wspólna eskapada po Lubelszczyźnie, bo jak wiadomo samych tylko parków krajobrazowych mamy 17 a i „apetyty turystyczny” grupowiczom dopisuje.

 

tekst: Krzysztof Wojciechowski, Biuro ZLPK

zdjęcia: Krzysztof Wojciechowski, Biuro ZLPK i Sylwia Wojciechowska