Widok tego jednego z największych rodzimych ssaków powoli przestaje już być rzadkością, jednak spotkanie z nim na terenach naszych wyżynnych parków krajobrazowych to wciąż nie lada gratka.

 

Łoś jest dużym ssakiem kopytnym, choć w warunkach naszego kraju należałoby powiedzieć bardzo dużym, bowiem wagą przewyższa go jedynie żubr, jednak łoś może być od niego wyższy. Zdarzają się osobniki łosia, które osiągają nawet 2 m wysokości. Byk waży, bagatela, pół tony, a może osiągać nawet ponad 700 kg. Nie dziwi zatem, że taka „góra mięsa” zawsze stanowiła pożądany przedmiot polowań. A jeżeli do owej „góry” dodamy jeszcze piękne, rozłożyste poroże, które ozdobić może niejedną ścianę czy kominek, to łatwo nam wyobrazić sobie sytuację, z którą mieliśmy doczynienia już w XIX wieku, że łosie wybito niemal „do nogi”. W międzywojennej Polsce łosie występowały głównie na terenach wschodnich – rozległych bagnach Polesia oraz nad Biebrzą. Po II wojnie światowej decyzją Wielkiej Trójki tereny wschodnie zostały przyłączone do ZSRR i łoś, w granicach powojennej Polski ostał się tylko nad Biebrzą i w ilości zaledwie kilkunastu osobników. Ochrona i hodowla tych zwierząt doprowadziła do sytuacji, w której w 1967 roku wznowiono polowania na te ssaki, których liczebność szacowano wówczas na ok. 10 000 osobników. Człowiek, jak to zwykle bywa w historii tego gatunku, dość szybko uporał się z „nadliczbową ilością” łosi i już na przełomie tysiącleci pogłowie łosi w Polsce znów spadło do niebezpiecznie niskiej liczebności ok. 1 500 osobników. Stąd też w 2001 roku Ministerstwo Środowiska wprowadziło moratorium na odstrzał łosia. Nadal jest on gatunkiem łownym, jednak z całorocznym okresem ochronnym. Moratorium to przyniosło pozytywny skutek. Obecnie liczebność niezgrabnego roślinożercy szacowana jest w naszym kraju na ponad 20 000 sztuk.

Efektem tego boomu demograficznego są coraz częstsze spotkania z łosiem nawet w siedliskach, które wydają się dla nich mało atrakcyjne. Do takich z całą pewnością należą faliste, lessowe i bezleśne garby Działów Grabowieckich w Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym.

W dniu 21 września br. samiec tego gatunku pasł się na rzepakowym poplonie, na wzniesieniu ponad wsią Łaziska, z którego to wzniesienia rozciąga się widok na całą południowo-wschodnią część Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego. Zwierzę niemal nie reagowało na pojawienie się człowieka, być może pewne swej siły i wielkości, bo choć nie był to alaskański łopatacz, to jednak rogi miał o wiele bardziej pokaźne niż spotykane powszechnie badylarze. Zaś na tle zachodzącego słońca prezentowały się niezwykle malowniczo. Po pewnym czasie jednak byk jakby znudzony towarzystwem tak „nikczemnego” ssaka jak Homo sapiens oddalił się dostojnie w kierunku gdzie „nie musi być jakaś cywilizacja”, czyli na zachód – w głąb Skierbieszowskiego PK, pozostawiając obserwatorów z otwartymi z zachwytu ustami.

 

Tekst: Krzysztof Wojciechowski, Biuro ZLPK

Zdjęcia: Krzysztof Wojciechowski i Sylwia Wojciechowska