• 13-07-2018

Istnieją obrazy, widoki, krajobrazy, które już tylko pamięć przechowuje, i które wydaje się, że już nie powrócą. Tym milej jest, kiedy człowiek nagle spostrzega obraz, który ostatni raz oglądał przed kilkoma dekadami. 

Takiego uczucia doświadczyłem w początku lipca wjeżdżając do otuliny Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego i oczom moim ukazało się pole pełne równo ustawionych „dziesiątków” zboża, a obok żniwiarze pracujący prawie jak za dawnych czasów. Łan żyta kładł się pod nożami kosiarki, takiej prawdziwej, z podkosiem, sztangą (i obowiązkowo drugą zapasową), bagnetami, rafką na garście, targańcem i sprzęgłem, słowem wszystkimi tymi atrybutami, które kosiarka winna posiadać. Tyle, że sprzęty takie, jeśli nie „wylądowały” na złomie lub u naszych wschodnich sąsiadów, to stoją obecnie otulone gęstym wieńcem z pokrzyw gdzieś tam na uboczu, by nie przeszkadzały. A tutaj kosiarka w „pełnej paradzie” pracuje jak za starych, ciężkich czasów, jedynie ciągnięta była nie przez Siwka, Burka czy Gniadego a przez poczciwego, wysłużonego Ursusa C-360, który już także powoli staje się zjawiskiem nie mniej rzadkim na polach jak i kosiarka.

Widok taki nieco oszałamia i sprawia, że człowiek musi się zatrzymać, by dowiedzieć się, co skłoniło, by nie rzec: zmusiło, rolników do powrotu do tak archaicznych metod zbioru zboża, które to metody „rodzą” miły sercu krajobraz. Rozpoczynamy od „Boże dopomóż” – takiego również zapominanego pozdrowienia ludzi pracy, które jednak trudno jest wypowiedzieć do siedzącego w kabinie kombajnisty. Tu na otwartym polu, gdzie cisza i jedynie skowronki nad głową – znacznie łatwiej. I czegóż się dowiaduję? A oto tego, że nastąpiło tu swoiste połącznie tradycji z nowoczesnością i to „ekologiczną” nowoczesnością. Nie zamiłowanie do tradycji czy nie daj Boże zacofanie skłoniło ludzi do koszenia żyta kosiarką, a …praktyczność. Otóż przeznaczeniem słomy z owego żyta jest być „ekologiczną” słomką do napojów (!). Ktoś zaradny w zachodniej Polsce już uruchamia taki biznes zdając sobie sprawę, że plastikowe słomki będą wycofywane z użycia. Zaś dostawę słomy zapewnia sobie z Polski wschodniej. A słomka musi być prosta, zatem nie wchodzi w grę pozyskiwanie jej ze słomy, która przejdzie przez gardziel kombajnu. Tu możliwe jest do zastosowania jedynie koszenie ręczne lub z niewielkim wsparciem techniki – jak to ma miejsce w tym przypadku. Mało tego, aby nie narazić słomek na połamanie nie wolno wiązać snopków powrósłami skręconymi z źdźbeł zbóż, bo one ściskają snopa jak poborowego pas wojskowy, dlatego stosuje się plastikową taśmę, która jedynie trzyma „w kupie” skoszoną garść.

Takich oto wyjaśnień słuchałem pod pochmurnym nieco niebem Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego, patrząc na krajobraz z dzieciństwa. Nie wiem czy region ten przekształci się z czasem w zagłębie słomek „ekologicznych” (podejrzewam, że nie zachowało się aż tyle kosiarek … w pokrzywach), jednak pożniwne pola ukraszone rzędami dziesiątków z całą pewnością podniosłyby jeszcze bardziej i tak niemałą atrakcyjność turystyczną tego obszaru.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Wojciechowski, Biuro ZLPK